logo uzdrowiciel duchowy

Żyd Który Kocha Hitlera.

W grudniu 2007 roku w pewnej miejscowości turystycznej w Arizonie poznałem pewnego Ukraińca. Wołodia, jest złotnikiem, któremu w biznesie się powodzi, pomimo ogólnego kryzysu, również i tej branży.

Podczas kilku spotkań w jego sklepie, Wołodia prezentował mi swoje naprawdę dobrej klasy wyroby i profesjonalizm w kamieniach szlachetnych.

Na kilku spotkaniach, jakie z nim odbyłem wymienialiśmy sobie doświadczenia, ponieważ kamienie szlachetne są moim hobby. Poza tym, kamienie szlachetne i półszlachetne używam dość często do uzdrawiania.

Kiedyś Wołodia powiedział mi, że prowadzi w miejscowej telewizji rozmowy na tematy duchowe. Zdziwiło mnie to, bo przecież on nie ma absolutnie żadnego doświadczenia. Poza tym jego wyobrażenie świata duchowego było kompletnie nie mającej żadnego pokrycia w rzeczywistości.

Krytykowałem jego poglądy i zaproponowałem mu zapoznanie się najpierw ze światem ducha, aby potem dopiero mógł z kimkolwiek dyskutować o duchowości. Odradziłem mu również prowadzenie tych programów.

Wiosną 2008, przeprowadziłem z Wołodią bardzo długą rozmowę, w trakcie, której on się otworzył. Przyznał się, że jest Żydem. Potem powiedział mi; Józef, ja kocham Hitlera!

Mnie zamurowało. Otworzyłem do niego szeroko oczy i zapytałem go czy to żart? On powiedział, nie Józef, ja na prawdę kocham Hitlera! Wiem, że cię to zaszokowało, jak zresztą wszystkim, którym to mówię.

Powiedział mi, że miał kiedyś tutaj w Stanach firmę i popadał w bankructwo, nie miał nawet pieniędzy na wypłacenie pracownikom za pracę. Był w depresji, a do tego był bardzo schorowany.

Podczas choroby Wołodia dużo rozważał i czytał. Kiedy oglądał film o holokauście, zabłysła mu wtedy myśl, że Hitlera w zasadzie nie powinno się krytykować za jego ludobójstwo, a trzeba starać się zrozumieć jego filozofię i przeznaczenie z jakim on zszedł na Ziemię.

Podczas tych rozmyślań nad życiem Hitlera, Wołodia doszedł do wniosku, że on powinien pokochać Hitlera, takim, jakim on był.

Wołodia zaczął się szczerze modlić do Hitlera i wyjawiać swoje problemy życiowe. Prosił Hitlera również o pomoc w wyjściu z tej sytuacji.

Wołodia w ciągu kilku dni budowania naprawdę szczerych uczuć do Hitlera prawie natychmiast zaczął się czuć znacznie lepiej. Radość życia Wołodii rosła w tym samym tempie, jak rosła jego miłość do Hitlera.

Zaskoczeniem dla niego był niesamowity obrót w biznesie. Wołodia zaczął prosperować jak nigdy dotąd. Powiedział mi; Józef, w całej Arizonie jest tylko dwóch złotników, którzy robią pieniądze, reszta ledwo egzystuje, a część z nich wypada z biznesu.

Po tej opowieści zapytałem Wołodię, jak możliwe pokochanie takiego ludobójcy czy zdaje on sobie sprawę, co zrobił. Czy wie, co go czeka po powrocie do świata ducha? Powiedziałem mu, że jest opętany i sprzedał duszę tamtemu.

Wołodia odpowiedział; Józef ja o to nie dbam, mnie interesuje tyko dzisiaj, nie jutro. Ja mam pracę, pieniądze, a co będzie potem, jest dla mnie nieważne.

Pożegnałem się z Wołodią i pojechałem do domu. Była to już wtedy ostatnia wizyta u niego. Wołodia swoim wyznaniem wyjaśnił mi wiele, również to, dlaczego jego sklep był oblegany w większości przez klientów - Żydów.

***

Przy tej okazji przypomina mi się pewne zdarzenie. Otóż około roku 2000, było kiedyś umówionych ze mną na medytację kilkoro uczniów. Przyjechały dwie panie, a jedna z nich była strasznie wystraszona.

Już w drzwiach powiedziała: panie Józefie ja muszę coś panu bardzo ważnego powiedzieć, ale proszę mi obiecać, że mnie pan nie skrzywdzi. Tą prośbę powtórzyła jeszcze kilka razy.

Z uśmiechem odpowiedziałem jej, że nie mam absolutnie żadnej intencji jej skrzywdzić. Poprosiłem ją, aby się uspokoiła i powiedziała, o co chodzi.

Powiedziała, że dzisiaj rano już nie spała, kiedy pojawił się jej tamten. Powiedział jej: Ty jedziesz dzisiaj na medytację do Józefa - prawda? Ona wystraszona krzyknęła; ale ja tam nie pojadę!

Ale ty musisz pojechać do Józefa, po to, aby mu przekazać moją ofertę. Powiedz mu, że proponuję mu przejście na moją stronę. Jeżeli się zgodzi to go ozłocę. Jeżeli nie...

Moja uczennica jeszcze raz chciała odmówić, ale tamten stanowczo powiedział: Nie, ty tam musisz pojechać i powtórzyć moją prośbę.

Po opowiedzeniu tej historii moja uczennica wystraszona wykrzyknęła; panie Józefie, ale pan mi obiecał, że mnie nie skrzywdzi!

Parsknąłem wtedy niesamowitym śmiechem, powiedziałem jej, że jest to wiadomość, która mnie rozbawiła do reszty, i z pewnością do końca życia będzie ta propozycja tamtego powodem do cudownego humoru.

Powiedziałem moim uczniom, że gbybym miał nawet umierać z głodu, to i wtedy nie poproszę tamtego o kromkę chleba.

Za każdym razem, kiedy mi się ta historia przypomni, i teraz też, kiedy to piszę mam z tego dobry ubaw.

Wołodia jest bogaty i szczęśliwy, bo mu tamten tamten pomaga w życiu.

Ja, ledwo co "ciągnę" (jeszcze), bo mi tamten blokuje energie finansowe. Przysyła mi też od czasu do czasu swoich (głupich ludzi), żeby mi życie obrzydzić.

No czytelniku, przeczytałeś(aś) teraz dwie odmienne, aczkolwiek w tym samym temacie autentyczne zdarzenia. Co ty byś zrobił(a)?

Czy wiesz co uczy żydowska religia?
Uczy Żydów, że Żyd może zabić każdego, a Żyda nie może nikt zabić.
Uczy ich, że muszą maksymalnie zarabiać pieniądze, bo w następnym życiu wrócą do tego majątku.

Uczy ich Tora, że Żyd może oszukiwać, bo dla nich nie jest to przestępstwo.

To bardzo idiotyczne, ale oni w to wierzą! Gdy Żyd w takie coś uwierzy, i szczerze do tego dąży, to tak się może stać, ale wtedy jest to bardzo negatywne, ponieważ to hamuje rozwój duchowy. Poza tym mamona pieniądza to jedna z licznych domen tamtego.

Uwaga: Te wydarzenia, jak wszystko co jest publikowane przeze mnie jest w 100% prawdziwe. Odradzam absolutnie branie przykładu z Żyda - Wołodii (te typy tak mają - głupek bzika na punkcie pieniędzy...). Efekty takiej decyzji skończą się egzystencją w piekle, a w końcu unicestwieniem duszy.